Retencja lokalna kluczowa w walce z suszą

W Polsce przez lata skracano koryta wielu rzek, budowano rowy melioracyjne, osuszano torfowiska i bagna, likwidowano stawy. To wszystko przyspieszało odpływ wód. „Inwestycje z przeszłości dają efekt odwrotny od tego, jakiego dziś potrzebujemy” – ocenia hydrolog prof. Paweł Rowiński, wiceprezes Polskiej Akademii Nauk (PAN).

Kropla spadająca na taflę wody

W rozmowie z serwisem Business Insider ekspert wskazuje, że priorytetem dla naszego kraju powinna być retencja lokalna, czyli zatrzymywanie wody tam, gdzie ona spadnie.

„Tak naprawdę musimy się uczyć rozproszonego zatrzymywania wody – budować bardzo dużo różnych zbiorników małej retencji, budować zbiorniki na wody opadowe do podlewania zieleni, a z drugiej strony ograniczać zużycie wody poprzez np. wprowadzanie upraw potrzebujących jej mniej. No i wreszcie stosować takie zabudowy zielone w miastach, w ogrodach, które zatrzymują jak najwięcej wody” – tłumaczy prof. Paweł Rowiński w wywiadzie.

Hydrolog przypomina, że dawniej susze występowały w Polsce ze znacznie mniejszą częstotliwością (jeszcze w latach 70. raz na pięć lat). Obecnie zaś już trzeci rok z rzędu borykamy się z tym dotkliwym zjawiskiem.

Dobre praktyki ze świata

Wiceprezes PAN wskazuje, że powinniśmy również inwestować w tzw. miasta gąbki, które magazynują wodę zamiast ją odprowadzać. W takich miejscach dominują ogrody deszczowe, dachy i elewacje pokrywa roślinność, a deszczówka służy do podlewania, a nawet spłukiwania toalet w mieszkaniach i budynkach użyteczności publicznej. W rozwiązania tego typu inwestują Chiny, a w Europie – na imponującą skalę – Berlin i Kopenhaga.

Mądrego gospodarowania wodą możemy się uczyć m.in. od Izraela. Chodzi o kropelkową technikę podlewania stosowaną w rolnictwie, odzyskiwanie wody ściekowej (na poziomie blisko 85%), a także odsalanie wody morskiej, aby była zdatna do picia.

Więcej informacji można znaleźć w wywiadzie.

Źródło informacji: Business Insider (4 maja 2020 r.)