Wróćmy do szacunku dla zwierząt - wywiad na weekend

Na polu humanitarnego traktowania zwierząt powinniśmy się cofnąć do obyczajów z głębokiej przeszłości. To religie monoteistyczne spowodowały w nas defekt emocjonalny wyrażający się chęcią przedmiotowego traktowania zwierząt jako istot jakoby mniej wartościowych, „pozbawionych duszy” i praw – mówi dr archeozoologii Marta Osypińska z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN w Poznaniu.

Anna Kilian: Amerykańsko-polska ekspedycja archeologiczna, w której brała pani udział, odkryła w egipskim porcie Berenike niezwykły rzymski cmentarz zwierząt-domowych ulubieńców. Dlaczego właśnie ta zwierzęca nekropolia jest taka wyjątkowa na tle innych?

Marta Osypińska: Ponieważ to de facto jedyna nekropolia w Egipcie, będąca zwierzęcym cmentarzem. Wbrew temu, co stereotypowo myślimy, miejsca, w których bardzo licznie odkrywano w Egipcie ciała zwierząt, te zmumifikowane i te nie zmumifikowane, nie były cmentarzami. Ciała znajdujących się tam zwierząt domowych są w takim miejscu, ponieważ miały w nim pełnić jakąś „rolę”. Bynajmniej nie chodziło o uhonorowanie ich pochówkiem. Mamy na przykład psy, zabijane po śmierci właściciela, żeby mu towarzyszyć w zaświatach. Setki tysięcy mumii kotów, psów, małp, ptaków deponowane przy świątyniach również pełniły ważną funkcję. To były wota ofiarne ku czci bóstw, taka egipska forma dewocji, która przybrała na sile w okresie ptolemejsko-rzymskim. Mumie zwierzęce produkowano na masową skalę zabijając najpierw zwierzęta, na co jednoznacznie wskazały badania rentgenowskie pokazujące, że koty często miały skręcane karki. Są znane również ciekawe miejsca grzebania zwierząt pochodzących ze starożytnych zwierzyńców, czyli zoo, takich jak w Hierakonpolis (w tej staroegipskiej metropolii odkryto w 2009 roku cmentarz zwierząt należących do prywatnej menażerii władców rządzących 3500 lat p.n.e., m.in. kilkunastu pawianów, kilku słoni i hipopotamów, pogrzebanych na sposób „ludzki”, owiniętych i przykrytych tkaninami – przyp. red.), ale nigdzie nie towarzyszą tym cmentarzyskom ślady takich zabiegów, jak tworzenie grobów. W Berenike mamy dowody na pewną emocjonalną relację pomiędzy człowiekiem i zwierzęciem w postaci specyficznego układania ciał, troskliwego owijania w maty, tkaniny, zabezpieczania ciał fragmentami amfor.

szacunek dla zwierzat

bella67/www.pixabay.com

Właśnie – koty w Berenike, których ze wszystkich pochowanych na cmentarzu zwierząt było najwięcej, były grzebane pod kołderkami, zwinięte w kłębek, co jest rozczulające. Ale w starożytnym Egipcie były przecież traktowane z jeszcze większą atencją – były czczone jako święte zwierzęta bogini Bastet i po śmierci mumifikowane. Czy śmierć kota była w czasach faraonów powodem do żałoby dla domowników?

W Egipcie nie czczono kotów. Czczone były bóstwa, których poszczególne zwierzęta były uosobieniem. Faktycznie w czasach ptolemejskich i rzymskich kulty bóstw związanych z kotami, ale również na przykład z bykami bardzo zyskały na znaczeniu, zresztą ze względów politycznych. Za złe traktowanie kotów groziły poważne kary, co jednak nie przeszkadzało produkować na masową skalę kocich mumii sprzedawanych wyznawcom w celach religijnych. Nie można więc, w odniesieniu do Egipcjan, jednoznacznie mówić o jakimś wyjątkowym traktowaniu zwykłych domowych kotów, choć nie można wykluczyć, że w określonych sytuacjach, związanych z kultem religijnym, śmierć kota miała znaczenie.

Kiedy Egipcjanie zaczęli postrzegać koty jak domowych pupili, bardziej niż eksterminatorów gryzoni zagrażających magazynowanemu ziarnu?

Tego oczywiście nie możemy dowiedzieć się w oparciu o badania archeologiczne. Niemniej, szczególnie w przedstawieniach grobowych z okresu Średniego Państwa – około 2050 do około 1760 p.n.e. – liczne są sceny pokazujące koty, ale też małpki-kotawce, towarzyszące ludziom, polujące itd. Myślę jednak, że koty od początku oswojenia postrzegane były poprzez dwie pełnione przez siebie role – utylitarną, ale również jako zwierzęcia towarzyszącego.

Jak Rzymianie okupujący Egipt a przepadający za psami, zakochali się w kotach?

Myślę, że wystarczyło samo poznanie tych zwierząt, żyjących, do dzisiaj zresztą, „masowo” wśród ludzi. To właśnie paradoksalnie owa okupacja i możliwość zaobserwowania ich w relacjach z człowiekiem pozwoliły docenić koty jako świetne zwierzę domowe – pupila. Która ze starożytnych cywilizacji zaczęła traktować zwierzęta w sposób szczególny? Czy Egipt był na tym polu prekursorem, czy może już w Mezopotamii któreś ze zwierząt cieszyły się specjalnym statusem?
Jeśli chodzi o starożytne cywilizacje, sądzę, że Egipt jest tu absolutnym liderem. Niemniej musimy pamiętać, że szczególne traktowanie zwierząt ma znacznie starsze korzenie. Jeśli chodzi o Afrykę te zwierzęta, które od najdawniejszych czasów miały – i dla wielu ludów ciągle mają – absolutnie wyjątkowe znaczenie, to bydło domowe. Właściwie w całej Afryce spotykamy dowody ich zupełnie specjalnej roli w kulturach pradziejowych. Przykłądem są galerie rytów naskalnych, lub choćby odkryte niedawno i badane przez polskich archeologów megalityczne cmentarzysko w Górach Morza Czerwonego w Wahi Khashab. Każdy z osobników został tam pochowany w oddzielnym, pięknie przygotowanym kamiennym kurhanie.Całość cmentarzyska otaczał krąg megalitów.

W starożytnym Egipcie zabicie kota, nawet przypadkowe, można było przypłacić życiem. Czy zwierzęta miały w starożytności albo później, w średniowieczu, jakieś prawa? Czy można je było bezkarnie dręczyć? Czy ich humanitarne traktowanie to zdobycz nowożytna?

Myślę, że w dużej mierze to właśnie współczesny świat, nasza cywilizacja cechuje się skłonnością do przedmiotowego traktowania zwierząt. W pradziejach, starożytności, ale również w średniowieczu zwierzęta były taktowane z szacunkiem, ponieważ były elementem świata, również pozamaterialnego, podobnie jak człowiek. Nawet jeśli poddawano je drastycznym, z naszego punktu widzenia, zabiegom, robiono to w celach religijnych czy duchowych. Bardzo ciekawym zjawiskiem było w średniowiecznej Europie wytaczanie zwierzętom procesów, co wskazuje, że postrzegano je podmiotowo, jak człowieka. Sądzę, że dziś musimy powrócić do postrzegania zwierząt z szacunkiem i respektem. One nie stanowią naszej „zdobyczy”. Na polu humanitarnego traktowania zwierząt powinniśmy się cofnąć do obyczajów z głębokiej przeszłości. To delikatna kwestia, ale – niestety – to religie monoteistyczne spowodowały w nas, ludziach, defekt emocjonalny wyrażający się chęcią zupełnie przedmiotowego traktowania zwierząt jako istot jakoby mniej wartościowych, „pozbawionych duszy” i wszelkich praw, istot, które mamy sobie podporządkowywać i ich „używać”.

A jakie były relacje ludzi i zwierząt znacznie wcześniej – w plejstocenie i holocenie? W ubiegłym roku rozpoczęły się, pod Pani kierownictwem, międzynarodowe badania w Sudanie, skupiające naukowców wielu dziedzin, m.in. archeologii eksperymentalnej, paleontologii, archeozoologii, geomorfologii i biochemii...

Badamy ludzi w ich najbardziej pierwotnym, przyjaznym środowisku. Ekosystemie, w którym trwali 200 tysięcy lat a być może nawet dłużej, specyficznym ludzkim raju, najdłużej trwającej epoce w dziejach człowieka. Mamy do dyspozycji jedynie kości zwierzęce, ale możemy z nich wyczytać również pewne informacje dotyczące relacji i postrzeganiem zwierząt. Ludzie, owszem, polowali na różne zwierzęta. Jednak nie zabijali bezmyślnie. Znaleźliśmy wiele kości antylopy kob, ale nie ma wśród nich szczątków młodych zwierząt, cieląt, które były przecież najłatwiejsze do upolowania. Kości należały do osobników dorosłych lub prawie dorosłych. Więcej jest samców, niż samic. To zresztą dotyczy również innych gatunków – bawołów, małp, szczecińców. Polowano z wiedzą i troską o przyszłość, starając się nie zaburzyć liczebności populacji. Człowiek żył w małych, rodzinnych grupach. Polowali raczej pojedynczy myśliwi, którzy musieli się wykazać wiedzą, zręcznością, odwagą. Zwierzę i człowiek prowadzili grę, raz wygrywało jedno, raz drugie.

Wracając do kotów, które w Afryce subsaharyjskiej w plejstocenie nie były jeszcze udomowione – uczestniczyła pani w głośnych, międzynarodowych badaniach nad kocim DNA, o których można było przeczytać w „Nature Ecology and Evolution”. Wykorzystano w nich DNA kotów ze szczątków m.in. znalezionych na cmentarzach wikińskich a także, oczywiście, pochodzących z czasów staroegipskich. Czy także kotów z Berenike?

Tak, badaniami objęto również koty odkrywane w Berenike. Niecałe trzydzieści próbek zostało pobranych głównie z zębów kotów pochowanych na cmentarzysku w tym wczesnorzymskim porcie. Datujemy je na I-II w. n.e. Największym wyzwaniem było wyabstrahowanie odpowiednio długich łańcuchów DNA. Generalnie materiały z Afryki, szczątki zwierzęce, z powodu wysokiej temperatury otoczenia i zasadowego środowiska pustyni zostały pozbawione kolagenu a co za tym idzie – DNA. Jest to największy problem dla genetyków i zoologów. Generalnie, jak dotąd nie udawało się pozyskać kopalnego DNA ze szczątków zwierzęcych starszych niż XVII-XIX w. Pierwszym naszym wielkim sukcesem był zatem już sam fakt, że w materiałach, zaledwie kilku, z badanego przez nas antycznego portu zachowało się DNA. Dlatego materiały z Berenike były tak istotne – to jedyne dane z antyku dotyczące kości udomowionych kotów. Z badań wynika, że zdecydowana większość pochowanych na cmentarzysku kotów była „czystymi” kotami egipskimi, pochodzącymi z Afryki północno-wschodniej. Przypuszczamy, że koty do Berenike mogły przypływać statkami wraz z transportami zboża i zostawały tworząc lokalną, bardzo izolowaną populację. Największym zaskoczeniem dla nas było natomiast odkrycie, że jeden z domniemanych kotów, którego szczątki odkryto w Berenike, był w rzeczywistości… środkowo-azjatyckim – a może indyjskim – oswojonym żbikiem. A więc koty z Egiptu nie tylko wywożono w świat, również sprowadzano. Być może zwierzak przypłynął jednym ze statków handlowych z Indii, jak zresztą inne. Właśnie dostaliśmy grant naukowy z Narodowego Centrum Nauki na szczegółowe badania nad tym, jakie jeszcze żywe zwierzęta sprowadzano do Egiptu a potem być może dalej do Europy. Mogło to być bydło zebu, bawoły, kury, małpy a jak widać również koty...

Jaka jest konkluzja tych przełomowych badań? Kiedy udomowiono koty?

To nie był jednorazowy akt, ale długotrwały proces, który zachodził w różnych etapach, w różnych miejscach. Obecnie przyjmuje się, że najstarsze szczątki wskazujące na udomawianie kotów pochodzą ze stanowiska w Hierakonpolis datowanego na IV tysiąclecie p.n.e – około 3600 r. p.n.e.

Kiedy koty dotarły do Europy?

Niewątpliwie koty w Europie zostały „rozpowszechnione” przez Rzymian w początkach naszej ery. Wszędzie tam, gdzie sięgało cesarstwo, wcześniej bądź później pojawiały się koty, z czasem również na terenach Europy, które nie wchodziły bezpośrednio w jego zasięg, jak Polska. Niewątpliwie jednak koty mogły być okazjonalnie sprowadzane już wcześniej.

W starożytnym Egipcie organizowano wystawy kotów. A kiedy zaczęto hodować kocie rasy w czasach nowożytnych?

Tworzenie ras różnych gatunków – może poza psami – to bardzo nowy wynalazek, szczególnie w odniesieniu do kotów. To zabiegi sięgające – w wymiarze, jakiego efekty widzimy współcześnie – końca XIX i początków XX wieku.

Dlaczego, pomimo tysięcy lat życia z człowiekiem, koty pozostały najdzikszymi zwierzętami domowymi?

Jest tak, ponieważ nie odgrywały ważnej roli z punktu widzenia gospodarki, ekonomii, wojskowości, łowiectwa. Ludzie nie czuli potrzeby hodowania kotów, „kreowania ich na nowo”. Rozumiem przez to prowadzenie selekcji w celu uzyskania konkretnych cech użytkowych a przez to zmieniania ich cech fizycznych i psychicznych. Pozwolono kotom żyć tak, jak żyły, być po prostu kotami. Niekiedy zastanawiam się, kto tu właściwie kogo udomowił. To kot zyskał bezpieczne schronienie – jeśli ma potrzebę takowego, gwarancję dostępu do jedzenia – podawanego lub łatwego do zdobycia dzięki bliskości człowieka, ochronę i zaspokojenie potrzeb, na przykład pieszczot. Wystarczyło zredukować jedynie naturalny dystans: dzikie zwierzę – człowiek i już kot zyskał wszystko to, co wymieniłam. Również na przykład konie są stosunkowo mało udomowionymi zwierzętami, które zachowały wiele cech dzikości. W archeozoologii precyzyjnie wyróżnia się różne fazy i stadia udomowienia. Kot chyba zatrzymał się gdzieś na pograniczu oswojenia i udomowienia.

Współcześnie, z jednej strony ludzie w krajach wysokocywilizowanych podejmują próby humanitarnego traktowania zwierząt – myśląc globalnie, nie w odniesieniu do poszczególnych kultur czy krajów – a z drugiej szybko oddalamy się od natury i zwierząt. Niedawno z sukcesem poczyniono próby zrozumienia języka nietoperzy. Czy w ogóle uda nam się zrozumieć zwierzęta, zanim doprowadzimy do ich wyginięcia?

Tak, jeśli tylko odnajdziemy w sobie te najlepsze nasze cechy. Badania zoologów, prymatologów coraz dobitniej pokazują, że lojalność, dbałość o słabszych, wielkoduszność, poczucie sprawiedliwości, przywiązanie, empatia i wiele innych, to nie cechy, które zyskaliśmy jako ludzie w procesie ewolucji, które wyróżniają tylko nas i czynią nas w naszych oczach tymi „lepszymi”. Takie są zwierzęta, wystarczy tylko chcieć to zobaczyć. Jeśli zechcemy traktować je jako partnerów na planecie, jako odmienne „plemię”, które posługuje się tylko innym językiem – zrozumiemy je. Tak się stanie, jeżeli staniemy się bardziej ludzcy, to znaczy – na powrót bardziej „zwierzęcy”, jak nasi przodkowie.

Z dr Martą Osypińską
rozmawiała Anna Kilian