50 lat od lądowania na Księżycu. Jaki będzie kolejny krok milowy w podboju kosmosu?

O chińskiej bazie na Księżycu, górnictwie kosmicznym i lotach na Marsa opowiada mgr inż. Gordon Wasilewski, doktorant w Centrum Badań Kosmicznych PAN. Wywiad przeprowadziliśmy z okazji 50. rocznicy słynnej misji Apollo 11. Dokładnie 20 lipca 1969 roku człowiek po raz pierwszy postawił stopę na Srebrnym Globie.

Co właściwie dało nam lądowanie na Księżycu?

Lądowanie NASA w misji Apollo na Księżycu można porównać do wypraw amerykańskich odkrywców, którzy po raz pierwszy przekroczyli całe Stany Zjednoczone, dając podwaliny trasy łączącej wybrzeża. Przetarli oni szlak dla innych, tworząc bazę dla infrastruktury kolejowej, która zapewniła stałą łączność i mobilność kolejnym pokoleniom.

Astronauta zatyka flagę amerykańską na Księżycu

Podobnie jest z rozwojem gospodarki okołoksiężycowej. Trzeba pamiętać, że ucieczka z Ziemi jest niezwykle trudna, zabiera bardzo dużo zasobów i energii. Nie potrafimy wynieść z naszej planety zbyt wiele w kosmos, bo tkwimy w silnej pułapce grawitacyjnej. Na Księżycu sytuacja wygląda zupełnie inaczej, a otwarcie się na niego jest kluczem dla rozwoju naszych możliwości eksploracyjnych. Księżyc jako baza czy port kosmiczny daje możliwość podróży w dalsze regiony Układu Słonecznego.

Dlaczego port na Księżycu dawałby takie możliwości?

Górnictwo księżycowe było podstawowym celem misji Apollo już w latach 60. XX wieku. Nie chodziło wyłącznie o wyścig ze Związkiem Radzieckim. Zasoby kosmiczne można przekształcić w paliwo, a to może pozwolić przełamać tyranię wzoru rakietowego Ciołkowskiego. To wzór, który pozwala określić idealną prędkość rakiety, ale zakłada też, że przy jej jednorazowym tankowaniu istnieje graniczna odległość, której nie da się przekroczyć. Można to porównać do gumki przyczepionej do Ziemi, której maksymalne rozciągnięcie określa najdalszy punkt, jaki jesteśmy w stanie osiągnąć. Szansa na choćby jedno dotankowanie pozwala na przerwanie tej gumki i przekroczenie dotychczas wyznaczonej granicy.

Odcisk buta astronauty na powierzchni Księżyca

Co może przynieść górnictwo kosmiczne?

Zasoby naturalne Księżyca dają ogromne możliwości. Nawet biorąc pod uwagę tylko wierzchnie warstwy ciał skalistych czy zasoby lodu, które można przekształcić w zasoby wody, a nawet paliwa. Są tam też zasoby platyny i ziem rzadkich. Sama platyna jest cennym surowcem wykorzystywanym w przemyśle, a na Ziemi jest jej tylko ograniczona ilość.

W naszym Centrum jesteśmy na wczesnym etapie projektu Europejskiej Misji Kosmicznej, którego celem jest wysłanie na Księżyc czegoś w rodzaju niewielkiej koparki. Opracowujemy właśnie parametry samej jej łyżki tak, aby w jak najlepszy sposób mogła pobrać materiał i zebrać najciekawsze dane. Lądownik ma zostać wysłany w 2025 roku, żeby pobrać z powierzchni Księżyca regolit.

Ziemia widziana ze statku Apollo

Czy misje na Księżyc i na Marsa mają ten sam cel?

Wokół odpowiedzi na to pytanie rozwinęły się dwie szkoły. Niektórzy uważają, że misje na Księżyc są krokiem dla misji marsjańskich, że Księżyc musi stanowić przystanek i port paliwowy. Inni, że na Marsa powinno się latać z pominięciem Księżyca, bo włączanie go w plan podróży nadmiernie komplikuje jej przebieg.

Jaki jest kolejny krok milowy w podboju kosmosu?

Oczywiście powstanie chińskiej bazy na Księżycu. Jestem pewien, że to się wydarzy za naszego życia, a może nawet w perspektywie 15-20 lat. Teraz Stany Zjednoczone rywalizują na osiągnięcia w kosmosie właśnie z Chinami. Trzeba pamiętać, że to pierwszy od 40 lat kraj, który wylądował na Księżycu.

A turystyka kosmiczna?

Ten wątek wiąże się przede wszystkim z trendem do wielokrotnego wykorzystywania rakiet. Na Ziemi trudno byłoby nam sobie wyobrazić, że środek transportu wyrzucamy po jednorazowym przebyciu trasy. W kosmosie jeszcze tak jest, choć coraz częściej podejmowane są próby ponownego używania rakiet. To jeden z elementów obniżania kosztów podróży kosmicznej, co może w przyszłości wpłynąć także na rozwój turystyki kosmicznej. Mówi się nawet o wykorzystywaniu rakiet Starship do komunikacji z punktu do punktu na Ziemi. Przebycie dowolnej trasy byłoby możliwe w 30 minut.

Gordon Wasilewski w Centrum Badań Kosmicznych PAN

Na zdjęciu Gordon Wasilewski z Centrum Badań Kosmicznych PAN

Co daje nam eksploracja kosmosu?

Wiele osób zastanawia się, dlaczego zajmujemy się kosmosem, skoro na Ziemi mamy tyle problemów. Nie zauważamy, ile profitów czerpiemy z jego odkrywania, tego jak bardzo nasza gospodarka jest uzależniona od możliwości wywożenia ładunków satelitów na orbitę. To nam pomaga w codziennym życiu. Trudno dziś wyobrazić sobie życie bez GPS czy bez mediów. A one przecież są zlokalizowane głównie na łączach satelitarnych.

Dla mnie ważniejsza od tej sfery czysto praktycznej jest jednak odpowiedź na pytanie: „co nas zachwyca?”. Według mnie są to rzeczy, które postrzegamy jako nieosiągalne. Któregoś dnia jednak przychodzi ktoś, kto przekracza granicę ludzkich możliwości. To tak jak oglądanie popisu atlety, który pierwszy raz w historii bije rekord. Tym samym podnosi poprzeczkę dla wszystkich.

Eksploracja kosmosu to najwyższy poziom przekraczania tych granic, a my jesteśmy stworzeni do ciągłego odkrywania. Nieważne, czy chodzi o szczyt górski, czy o kosmos. Różnica polega tylko na użytej technologii i kosztach tych przedsięwzięć. Nasz gatunek, jeśli tylko ludzie ze sobą współpracują, jest w stanie zrobić naprawdę wiele. Dziś wydaje się nieosiągalne, żeby zamieszkać na Marsie, ale kiedyś nie będzie. Sam mam w planie polecieć na Marsa i wierzę, że to możliwe.

Zdjęcie eksperta: archiwum prywatne Gordona Wasilewskiego

Zdjęcia z misji Apollo 11: NASA