Stanowisko 32. Zespołu doradczego ds. COVID-19: Co robić, żeby w roku 2022 nie było kolejnej tragicznej jesieni?

„Epidemia COVID-19 i wirus SARS-CoV-2 nie zniknęły, ale zmieniły swoje oblicze. Musimy adaptować się do tych zmian. Karygodne wydaje się udawanie, że problem zniknął oraz iluzja, że »jakoś to będzie«” piszą naukowcy z interdyscyplinarnego Zespołu doradczego ds. COVID-19 przy prezesie PAN w najnowszym stanowisku.

 Parka_w_lesie.jpg

Pandemia COVID-19 zaskakiwała nas już wielokrotnie. Po tragicznych sezonach jesiennych w latach 2020 i 2021, w których COVID-19 pochłonął w Polsce po kilkadziesiąt tysięcy ofiar, w początku roku 2022 dotarła do nas fala Omikronu, nowego wariantu SARS-CoV-2. Wariant ten charakteryzuje się wysoką zakaźnością, a co więcej wcześniejsze szczepienie ani przechorowanie nie daje nam gwarantowanej ochrony wobec niego. W związku z tym  liczba zakażeń tym wariantem była bezprecedensowo wysoka. Na szczęście nie przełożyło się to na liczbę hospitalizacji oraz zgonów. Zmniejszenie śmiertelności COVID-19 było wypadkową dwóch czynników. Po pierwsze, Omikron rzadziej powoduje zakażenia dolnych dróg oddechowych oraz ciężkie objawy ogólnoustrojowe. Po drugie, prawie każdy z nas albo miał już kontakt naturalny z wirusem, albo nabył pewną odporność na tę infekcję poprzez szczepienie. Badania nad odpornością poszczepienną, naturalną i tzw. hybrydową (po szczepieniu i przechorowaniu) nadal trwają. Pojawiają się pierwsze doniesienia wskazujące na istotne różnice w roli odpowiedzi humoralnej i komórkowej, zależnie od tego z jakim wariantem wirusa człowiek zetknął się pierwotnie i ile czasu minęło od kontaktu z nim.

Kolejna fala COVID-19 dotarła do nas latem, kiedy nowe subwarianty omikronu, BA.4 i BA.5, okazały się być wystarczająco zakaźne, aby przenosić się łatwo nawet  wtedy, gdy częściej przebywamy w otwartych przestrzeniach. Sytuację zaogniło całkowite wycofanie się z działań zapobiegawczych w naszym kraju.

Podobnie jak w przypadku fali wczesnowiosennej i tym razem bardzo wysoka liczba łagodnych przypadków nie stworzyła realnego zagrożenia dla funkcjonowania systemu ochrony zdrowia. Jednak ciągle choroba pozostaje niebezpieczna dla osób w podeszłym wieku, z obniżoną odpornością i schorowanych.

W związku ze statystycznie niższym poziomem zagrożenia ciężkim przebiegiem COVID-19 pojawia się pytanie: co dalej? Bilans kosztów i zysków ewentualnych działań przeciwepidemicznych jest obecnie mniej oczywisty. Czy więc możemy zapomnieć o sprawie pandemii? Czy też powinniśmy wrócić do aktywnego działania wobec obserwowanych wzrostów zachorowań, a jeśli tak to w jakim zakresie?  W niniejszym stanowisku postaramy się odpowiedzieć na te pytania.

Reagowanie w zależności od scenariusza

Największą niewiadomą obecnie pozostaje kwestia jak będzie przebiegała epidemia jesienią. Bardzo trudne na tym etapie jest udzielenie jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ zależy to głównie od zmienności wirusa. W optymistycznym scenariuszu będzie nam towarzyszył wariant omikronu powodujący łagodną chorobę. Zakładając brak wdrażania restrykcji, wcześniej nabyta pamięć immunologiczna również u osób z grup ryzyka będzie w dalszym ciągu wystarczająca, aby zapobiegać hospitalizacji i śmierci. W efekcie doświadczymy wzrostu liczby łagodnych infekcji górnych i dolnych dróg oddechowych, jednak nie dojdzie do paraliżu systemu ochrony zdrowia oraz zaburzenia w funkcjonowaniu Państwa. W pesymistycznym scenariuszu, pojawi się nowy wariant dominujący, który będzie wykazywał wysoką zjadliwość i będzie unikał uprzednio wykształconej odporności. Na to może nałożyć się spadająca odporność, szczególnie u osób z grup wysokiego ryzyka; w takim przypadku jesień może ponownie przynieść nam liczne zgony  i kłopoty systemu ochrony zdrowia.

Monitoring

Informacji o intensywności epidemii dostarcza nam diagnostyka. Wiosną, wraz ze zmniejszeniem naporu na opiekę zdrowotną oraz ze zmniejszającą się liczbą zgonów, rząd zdecydował o zaprzestaniu testowania masowego. Istotnie, testowanie masowe, które nie prowadzi do izolacji ani kwarantanny, w dużej mierze traci rację bytu. Z drugiej strony, brak monitorowania zachorowań skazuje nas na działanie reaktywne, w oparciu o liczbę zgonów.

Warto zauważyć jednak, że w Polsce decyzje względem epidemii COVID-19 były podejmowane „na ślepo” już od jesieni 2020 roku. Niewystarczająca liczba testów oraz stosunkowo wysoki odsetek pozytywnych wyników przez cały czas trwania pandemii jasno mówiły, że wiele zachorowań pozostawało niezdiagnozowanych, a tym samym ocena sytuacji była niemiarodajna. W obliczu braków infrastrukturalnych i kadrowych już dwa lata temu sugerowaliśmy wdrożenie systemu testowania stosunkowo małych, ale reprezentatywnych grup ludności, na przykład w oparciu o zmodyfikowany system Sentinel. W efekcie, przy znaczącej redukcji kosztów oraz obciążenia kadrowo-infrastrukturalnego bylibyśmy w stanie reagować na rozwój wydarzeń, decydując o potencjalnych środkach zaradczych lub o ewentualnym powrocie do testowania masowego. Prace nad wdrożeniem takiego systemu powinny zostać zdecydowanie przyspieszone, szczególnie uwzględniając bardzo szybkie następstwo czasowe dominacji kolejnych wariantów.

Dostępność leków

Równolegle, wobec braku testów masowych powinniśmy umożliwić szybkie testowanie indywidualne dla osób z grup wysokiego ryzyka ciężkiego przebiegu. Dlaczego? Obecnie mamy już skuteczne leki, które znacząco redukują ryzyko ciężkiego przebiegu choroby. Molnupirawir był przez krótki czas dostępny w Polsce. Paxlovid, który został zaakceptowany przez Europejska Agencję Leków (EMA) i charakteryzuje się bardzo wysoką skutecznością, nigdy nie był dostępny w Polsce. Oba te leki powinny być jak najszybciej udostępnione, w pierwszej kolejności dla seniorów i osób z grup wysokiego ryzyka, u których szczepienie może nie tworzyć wystarczającej bariery.

W przypadku obu leków kluczowe dla skuteczności jest bardzo szybkie rozpoczęcie leczenia. Będzie to możliwe tylko jeżeli dostępna będzie szybka diagnostyka indywidualna, a osoby z grup ryzyka będą świadome konieczności zgłaszania się na badanie przy pierwszych objawach. Wtedy odniesiemy realną korzyść ze stosowania tych leków.

Aktualizacja programu szczepień

Najważniejszą linią obrony, która powinna być traktowana w sposób strategiczny jest podawanie dawek przypominających szczepionki przeciw COVID-19. Obecnie druga dawka przypominająca jest dostępna dla osób powyżej 60. roku życia oraz dla osób z grup ryzyka, zgodnie z rekomendacją EMA oraz Europejskiego Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC), a także dla medyków. Pojawiają się jednak liczne pytania: czy dostępne szczepionki są skuteczne wobec dominującego obecnie subwariantu omikronu i czy powinniśmy czekać na jesień w związku z obiecywanymi aktualizowanymi preparatami, które uwzględniają nowe warianty? Zmiany, które pojawiły się w genomie wirusa sprawiają, że ochrona przed zakażeniem i zachorowaniem u osób po szczepieniu rzeczywiście nie jest wysoka, jednak ochrona przed ciężką postacią choroby, hospitalizacją i zgonem utrzymuje się na wysokim poziomie.

Osoby, dla których ryzyko ciężkiego przebiegu w obecnej fali zakażeń jest wysokie powinny rozważyć natychmiastowe przyjęcie szczepionki. Co z tego, że jesienią mogą pojawić się szczepionki, które będą efektywniej redukować ryzyko zakażenia czy transmisji, jeżeli do tego czasu możemy stracić zdrowie, a nawet życie. Pamiętajmy również, że na razie nie dysponujemy pełnymi danymi dotyczącymi skuteczności nowych szczepionek specyficznych względem wariantu omikron w zapobieganiu zakażeniu i chorobie, a co więcej nie wiemy, jaki wariant będzie dominujący jesienią. To, czy i kiedy będą dostępne nowe typy szczepionek oraz jaka będzie ich skuteczność – to kwestia hipotetycznej przyszłości. Dostępne dane naukowe jednoznacznie wskazują, że dawki przypominające przywracają i wzmacniają ochronne działanie naszego układu odpornościowego.

Doniesienia naukowe jednoznacznie pokazują, że korzyści wynikające ze szczepienia znacznie przewyższają związane z tym ryzyko, również w u dzieci oraz kobiet w ciąży.

Długotrwały COVID-19 i rehabilitacja

Strategie walki z pandemią w Europie skupiają się głównie na redukcji bezpośredniego ryzyka związanego z zakażeniem i przejściu do etapu, kiedy COVID-19 będzie tylko jedną z wielu chorób wirusowych, na które zapadamy w sezonie jesienno-zimowym. Musimy jednak pamiętać, że nawet łagodne przechorowanie zakażenia SARS-CoV-2 może pozostawić w naszym organizmie trwałe ślady i musimy liczyć się z faktem, że w nadchodzących latach będziemy borykali się z falą schorzeń związaną z długotrwałymi skutkami przebycia COVID-19. W tym wypadku chodzi nie tylko o deficyty ze strony układu oddechowego, ale również o schorzenia układów: krążenia, neurologicznych (np. zaniki tkanek mózgowia u osób po 50 r.ż.), cukrzycy czy pozornie błahej, ale istotnie wpływającej na jakość życia, długotrwałej utracie węchu i/lub smaku. Warto również pamiętać o zaburzeniach behawioralnych pośrednio wywoływanych przez COVID-19, tj. przez życie w warunkach pandemii – takich  jak niepokój, lęk, agresja, próby samobójcze, skłonność do uzależnień.

Bezwzględnie należy pilnie przywrócić system rehabilitacji, który pozwoli chociaż trochę zmniejszyć dług zdrowotny i obciążenie systemu ochrony zdrowia w nadchodzących latach. Nawet jeżeli okaże się, że efekty choroby ustępują z czasem, nie powinniśmy zostawić tych najdłużej i najbardziej cierpiących samym sobie. Należy mieć także na uwadze, że znacząca grupa chorych dotkniętych długotrwałym COVID-19 to osoby w wieku produkcyjnym, których obniżenie zawodowej wydajności, a w skrajnych przypadkach nawet wycofanie się z rynku pracy jest realną stratą dla gospodarki.

Epidemia COVID-19 i wirus SARS-CoV-2 nie zniknęły, ale zmieniły swoje oblicze. Musimy adaptować się do tych zmian. Karygodne wydaje się udawanie, że problem zniknął oraz iluzja, że „jakoś to będzie”. Racjonalna strategia powinna opierać się na prawdopodobnych scenariuszach rozwoju sytuacji. Powinna ona również uwzględniać potrzeby osób słabszych, a także wykorzystywać wszelkie dostępne nam sposoby ograniczania liczby zakażeń (szczepienia, testowanie, leki, maseczki, dystansowanie się, dezynfekcja). Tylko przyjmując takie postępowanie jesteśmy w stanie zapobiec kolejnej tragedii, zarówno zdrowotnej, jak i ekonomicznej oraz społecznej, która może nastąpić tej jesieni. Ponieważ dysponujemy dobrymi narzędziami ochrony, każda śmierć w nadchodzących latach będzie niepotrzebna, a każdego ewentualnego lockdownu lub ograniczenia naszej wolności można będzie w dużej mierze uniknąć.

O zespole 

Interdyscyplinarny zespół doradczy ds. COVID-19 powołano w PAN 30 czerwca 2020 r. Przewodniczącym grupy jest prezes PAN prof. Jerzy Duszyński, a jego zastępcą – prof. Krzysztof Pyrć (Uniwersytet Jagielloński). Funkcję sekretarza pełni dr Anna Plater-Zyberk (Polska Akademia Nauk). Członkami zespołu są ponadto:     

  • dr Aneta Afelt (Uniwersytet Warszawski),   
  • prof. Małgorzata Kossowska (Uniwersytet Jagielloński),   
  • prof. Radosław Owczuk (Gdański Uniwersytet Medyczny),   
  • dr hab. Anna Ochab-Marcinek (Instytut Chemii Fizycznej PAN),   
  • dr Wojciech Paczos (Instytut Nauk Ekonomicznych PAN, Cardiff University),   
  • dr hab. Magdalena Rosińska (Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH – Państwowy Instytut Badawczy),   
  • prof. Andrzej Rychard (Instytut Filozofii i Socjologii PAN),   
  • dr hab. Tomasz Smiatacz (Gdański Uniwersytet Medyczny).