Franck Courchamp: fatalny czas dla bioróżnorodności

Wraz z ociepleniem klimatu wiele gatunków zwierząt migruje, co jest groźne dla człowieka. Co jeszcze może go zgubić? Mówi Franck Courchamp z francuskiego Krajowego Centrum Badań Naukowych. Badacz jest jednym z gości „Safeguarding Our Climate, Advancing Our Society” – sympozjum, które 10 grudnia podczas COP 24 w Katowicach organizują Polska Akademia Nauk, CNRS oraz Papieska Akademią Nauk.

biod-news.jpg

Wraz z ociepleniem klimatu wiele gatunków zwierząt migruje, co jest groźne dla człowieka. Co jeszcze może go zgubić? Mówi Franck Courchamp z francuskiego Krajowego Centrum Badań Naukowych. Badacz jest jednym z gości „Safeguarding Our Climate, Advancing Our Society” – sympozjum, które 10 grudnia podczas COP 24 w Katowicach organizują Polska Akademia Nauk, CNRS oraz Papieska Akademią Nauk

Justyna Orłowska: Jakie pytanie badawcze nie daje Panu spać po nocach?

Franck Courchamp: Trudno powiedzieć, bo równolegle prowadzę wiele różnych projektów, rozpracowuję wiele różnych pytań naraz. Na przykład, obecnie rekrutuję sześciu magistrantów, a każdy będzie pracował nad zupełnie innym tematem. Tematem wiodącym jest dla mnie jednak problem inwazyjnych gatunków, biologicznych inwazji. Bazując na globalnych scenariuszach zmian klimatu, próbuję zbudować prognozy inwazji gatunków – to gigantyczny problem ekologiczny, drugi najpoważniejszy, zaraz po niszczeniu siedlisk. To ważniejsze niż zanieczyszczenia, to biliony dolarów, śmierć mnóstwa ludzi, bo inwazyjne gatunki przynoszą ze sobą wirusy i pasożyty. To bardzo ważny temat, natomiast nie dysponujemy narzędziami, które pozwoliłyby nam przygotowywać się na konsekwencje. To drugi najważniejsze problem związany z wymieraniem gatunków.

Czym są inwazyjne gatunki i dlaczego są tak niebezpieczne dla równowagi w środowisku?

Inwazje biologiczne mają miejsce wtedy, gdy w wyniku zmian klimatu, jeden gatunek rozprzestrzenia się w nowym miejscu. Mogą to być na przykład insekty, powodujące ogromne szkody, bo ekosystemy nie są przygotowane na ich obecność. Nie ma drapieżników, czy pasożytów, które by na nich żerowały. Są bezkarne i sieją zniszczenie w niekontrolowany biologicznie sposób. Takich gatunków jest bardzo dużo na całym świecie, od mikrobów, przez rośliny, zwierzęta morskie, lądowe, ptaki, ssaki. W każdym państwie są setki takich gatunków i to poważny problem dla ekologii, ekonomii i ludzkiego zdrowia. Zmiany klimatu mają ogromny wpływ na to, jak gatunki inwazyjne rozmieszczają się na Ziemi. Na przykład owady zimnokrwiste są bardzo uzależnione od globalnego ocieplenia. Obecnie zimy w Europie są zbyt mroźne dla wielu gatunków, więc nie mogą zostać cały rok, ale gdy przychodzi odwilż, rok po roku, stopniowo dostosowują się do nowych środowisk, które wcześniej były dla nich niedostępne.

Czy można porównać to do migracji ludzi w wyniku zmian klimatu?

Tak. Niektóre terytoria stają się miejscem dla nowych gatunków do osiedlenia się wraz z ociepleniem klimatu. Nie zawsze zagrożeniem jest samo pojawienie się inwazyjnych gatunków. Niebezpieczne jest to, że gdy się pojawiają, łatwiej im się zaadaptować i zostać na stałe w nowym środowisku.

W jaki sposób gatunki inwazyjne, które osiedlają się w nowych miejscach w wyniku zmian klimatu mogą być szkodliwe dla człowieka?

Na wiele różnych sposobów. Przede wszystkim są problemy sanitarne, a pierwszym z brzegu przykładem są komary. Komar tygrysi przenosi kilkadziesiąt różnych wirusów, to oczywiście bezpośrednie zagrożenie dla człowieka, ale są też szkody dla gospodarki. Wiele owadów zjada uprawy, albo bezpośrednio produkty spożywcze, czy drzewa w lesie, to gigantyczne koszty dla społeczeństw. Konsekwencją na innym poziomie jest dekonstrukcja działania ekosystemów – to jest trudniejsze dla ludzi do zrozumienia niż koszt ekonomiczny, czy choroby. Jeśli znaczne część upraw zostaną zniszczone przez inwazyjne owady, będą musieli płacić za nie dużo więcej w sklepie.

Czy owady to największa grupa gatunków inwazyjnych?

Tak, ale mamy też problemy z inwazyjnymi gatunkami ssaków, a także z roślinami i mikroorganizmami, jak grzyby – one też mogą mieć gigantyczny wpływ na niszczenie upraw. Owady są poważnym problemem, ale nie tylko one. Ostatnio we Francji obserwujemy wiele robaków w mieszkaniach, które pochodzą z tropikalnych regionów. Coraz więcej gatunków ryb atakuje inne ryby, powodując ogromne straty dla ludzi i ekosystemów. Więc to, czym teraz się zajmuję, to próba ustalenia, jakie mogą być koszty pojawiania się gatunków inwazyjnych dla ludzi i gospodarek. Mamy problem ze zwracaniem uwagi na ten temat polityków, którzy mają mandaty do podejmowania decyzji. Ludzie zdają sobie sprawę ze zmian klimatu, wykorzystywania zwierząt, czy zanieczyszczeń, ale to inwazje biologiczne są najgorsze. Musimy coś zrobić, żeby zwiększyć świadomość na ten temat, szczególnie wśród zwykłych osób i tych, które podejmują decyzje. Żeby to zrobić, musimy w jakiś sposób zmierzyć skalę problemu i dodać do niej aspekt finansowy. Właśnie nad tym teraz pracujemy. Te liczby są niewiarygodne! Nie mogę na razie ujawnić dokładnie, bo niedługo zrobimy to w artykule, który pojawi się w „Nature”. Podejrzewam, że spowoduje to sporo szumu w mediach, bo to naprawdę porażająca kwota.

To wszystko, o czym pan mówi wywołuje ciarki. Czy zajmuje się Pan jakimiś bardziej optymistycznymi tematami?

Nie. To jest naprawdę fatalny czas dla bioróżnorodności. Właśnie złożyłem do druku artykuł, w którym podaję listę zwierząt spośród megafauny (czyli zwierząt o dużych rozmiarach), które są zagrożone. Wykazaliśmy w nim, że liczebność 70% wielkich zwierząt (sto gatunków) spada, a 59% jest zagrożonych wyginięciem. Główną przyczyną tego stanu rzeczy jest to, że je jemy. Zjadamy bioróżnorodność, czyli wielkie ryby, żółwie, ssaki. Jest tylko jeden ptak pośród megafauny – struś i ten gatunek ludzie również zjadają, zarówno mięso, jak i jaja. To bardzo przygnębiające. My zależymy od bioróżnorodności, a ludzie nie zdają sobie z tego sprawy, co robią.

Cały wywiad z Franckiem Courchampem, który specjalizuje się w analizie dynamiki populacji i tematyce ochrony gatunków,
zostanie opublikowany w styczniu w wydaniu specjalnym magazynu PAN „Academia”
poświęconym „Safeguarding Our Climate, Advancing Our Society”.

Więcej o sympozjum można przeczytać tutaj.

Justyna Orłowska