Lepiej zrozumieć, niż się bać

Skąd biorą się teorie spiskowe i fake newsy? Czy nauka ma szansę w walce z bzdurami? Opowiada Mikołaj Fedorowicz, biochemik i popularyzator nauki z Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN.

Polska Akademia Nauk (PAN): Czy na co dzień słyszy Pan dużo bzdur, które nauka może łatwo obalić?

Mikołaj Fedorowicz: Mam to szczęście, że w moim otoczeniu znajdują się ludzie raczej niechętni do wiary w pseudonaukę. Czasami jednak sam zaglądam na profile społecznościowe znajomych o bardziej spiskowych skłonnościach. Dzięki temu mogę lepiej zrozumieć, dlaczego niektóre bzdury są popularne.

Nauka może obalić każdego pseudonaukowego fake newsa czy teorię spiskową. W literaturze można znaleźć twarde dowody na to, że nie należy wierzyć w płaską ziemię, śmiercionośną sieć 5G czy szkodliwość szczepień. Mimo to wspomniane tematy są szeroko rozpowszechnionymi bzdurami. Dlatego cieszę się, że coraz więcej uwagi zwraca się na komunikowanie nauki. W PAN mamy Radę Upowszechniania Nauki, która właśnie tym się zajmuje.

Na ile Pana zdaniem popularyzacja nauki sprawia, że nieprawdziwych informacji jest mniej?

Niestety, popularyzacja nauki nie sprawia, że jest mniej bzdur. Pseudonaukowe teorie będą powstawały zawsze. Komunikacja naukowa powinna jednak sprawić, żeby jak najmniej osób wierzyło w bzdury.

Ale to nie o fakty chodzi. Ludzie wybierają pseudonaukę czy magię w odpowiedzi na strach przed nieznanym. Czasem sami my – naukowcy – zaczynamy straszyć ludzi swoją postawą, przypominając magów z baśni. Wprawdzie mamy instytuty zamiast zamczysk, kitle laboratoryjne zamiast szat w gwiazdy, a księgi czarów wymieniliśmy na protokoły laboratoryjne. Ale dla społeczeństwa jesteśmy tak samo niedostępni, dziwni czy nawet straszni.

Dlatego warto zmieniać wizerunek naukowców, a strach przekuwać w ciekawość. Jak powiedziała Maria Skłodowska-Curie: „Niczego w życiu nie należy się bać, należy to tylko zrozumieć”. Ludzie ciekawi świata sami zaczynają zastanawiać się, z jakich źródeł czerpać informacje. Ważne też, żeby promować w społeczeństwie krytyczne myślenie i metodę naukową. Przykład takiej akcji to „A dowodzik jest?”.

Czy pandemii COVID-19 towarzyszy dużo fake newsów?

Tak, pandemia sprzyja ich powstawaniu. Do tego pseudofakty często wzajemnie się wykluczają. Dochodzi do takich absurdów, że dana osoba jednocześnie wierzy, że koronawirus jest zmyślony i został stworzony w laboratorium chińskim czy amerykańskim.

Najciekawszym przypadkiem jest informacja, że Bill Gates razem z oficjelami Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) dokładnie zaplanowali przebieg pandemii podczas wydarzenia online. W rzeczywistości przeprowadzono symulację, której celem było wypracowanie procedur dla rządów i prywatnych organizacji do radzenia sobie w nowej sytuacji.

To pokazuje, że często ludzie sięgają po sprawdzone źródła wiedzy, ale czytają je tylko pobieżnie. Dlatego potrzebni są popularyzatorzy nauki, którzy tłumaczą język naukowy na „ludzki”.

Ważne też, żeby nie tworzyć dystansu między tymi, którzy wierzą w bzdury a tymi, którzy je wyjaśniają. I żeby nie mylić ludzi celowo rozpowszechniających nieprawdziwe informacje z tymi, którzy w nie wierzą.

To jest naturalne, że nie każdy zna się na wszystkim. Sam na studiach zostałem nabrany przez swojego profesora, że globalne ocieplenie jest wynikiem aktywności słonecznej. Dopiero po latach zorientowałem się, jaka to bzdura.

mikolaj_fedorowicz_fot_archiwum_prywatne.jpg

Źródło informacji: Polska Akademia Nauk

Źródło zdjęcia: archiwum prywatne Mikołaja Fedorowicza