Literacka Nagroda Nobla dla Olgi Tokarczuk

Składamy gratulacje noblistce i przypominamy laudację na cześć pisarki, wygłoszoną niedawno przez prof. Jerzego Bralczyka, wiceprzewodniczącego Rady Języka Polskiego przy Prezydium PAN.

10 października 2019 r. Szwedzka Akademia ogłosiła, że Olga Tokarczuk została laureatką literackiego Nobla. Pod koniec września pisarka otrzymała zaś tytuł Wielkiego Ambasadora Polszczyzny, przyznawany przez Radę Języka Polskiego przy Prezydium PAN. Oto treść laudacji wygłoszonej wówczas przez prof. Jerzego Bralczyka na cześć laureatki.

Olga Tokarczuk

Zdjęcie: Olga Tokarczuk na festiwalu Berlinale 2017. Fot. Martin Kraft (photo.martinkraft.com), licencja CC BY-SA 3.0 / Wikimedia Commons

Treść laudacji

 „Nie ma straszniejszej choroby niż ta, kiedy człowiek zgubi swój indywidualny język i przejmie całkowicie ten zbiorowy. Chorują na nią urzędnicy, politycy, akademicy, księża. Jedyną terapią staje się wtedy literatura.” Tak kiedyś powiedziała.

Literatura – czytana i tworzona.

Klisze, sztance, szablony, schematy, przekazy dnia powtarzane bez refleksji, dla manifestowania lojalności i przynależności, dla pozytywnej autoprezentacji, wreszcie dla wygody, zabijają nam nasze własne języki. Gdy jednak mamy swój język, gdy w nim jesteśmy, czasem się w nim zamykamy, czasem otwieramy go dla innych. To właściwość wybitnych językowych twórców. Wielkich pisarzy. Literatura może nam dawać środki wyrażania świata, a czasem potrzebne poczucie odnalezienia się w kulturze, we wspólnocie, w radości myślenia.

Olga Tokarczuk daje nam swój język, w wielu wartościach. Na przykład daje wspaniałe wrażenie nieodpartej oczywistości rzeczy niezwykłych, magiczność światów wykreowaną przez język, dla opisu którego trzeba znaleźć specjalne terminy. To często mowa niepozornie zależna, tak mówi do nas ktoś, kto nam opowiada świat jako naturalny w prostych słowach i zdaniach, z nieoczekiwanie naturalnymi konkluzjami. Ten „trzeci człowiek”, opowiadacz, pojmuje świat i udostępnia nam go słowami najlepiej do niego pasującymi. To świat obcy i zarazem swojski.

W pisarstwie Olgi Tokarczuk ginie opozycja między atrakcyjnością kultury popularnej i wspaniałością kultury wysokiej, to język jasnych głębi.

Mamy szczęście, że Tokarczuk pisze po polsku. Ale to język, jak się okazuje, przekładalny – i myślę, że niezliczeni różnojęzyczni czytelnicy  przez lekturę Jej książek stykają się z polszczyzną, która przecież nie ogranicza się tylko do zjawisk gramatycznych i leksykalnych, bo specyficzność językowa oryginału zostaje zachowana w dobrym przekładzie, a do takich ma uprawnione szczęście Tokarczuk.

Trochę przeszkadza, że musimy określać Olgę Tokarczuk jako wielką polską pisarkę, z tym specyfikującym rodzajem żeńskim. Jest pisarzem, ale z takim określeniem sama mogłaby się nie zgodzić. Ale w końcu literatura jest kobietą, jak książka. Tak chce rodzaj gramatyczny tych rzeczowników, a może nie tylko. Mowa jest też w tym sensie kobietą, a pismo ma rodzaj nijaki. Jako mężczyzna i po trosze maskulinista cieszę się, że chociaż rzeczownik „język” ma rodzaj męski, ale nie wiem, jak długo.

Olga Tokarczuk należy do wszystkich rodzajów gramatycznych, do wszystkich liczb i czasów. Dobrze, że i do naszych.

Źródło informacji: Polska Akademia Nauk